czytamy dzieciom

Książeczki

niedziela, 17 czerwca 2012

Zanim mnie ocenisz,upewnij się,że sam jesteś idealny...

Zastanawialiście się czasem,dlaczego niektórym tak łatwo udaje się skreślić ważną bądź co bądź dla siebie osobę? Skąd ta umiejętność zapomnienia tych wszystkich wspólnych chwil,zwierzeń,godzinnych rozmów,wspólnie dzielonych smutków i radości? Przyznam,że wciąż roztrząsam podobne tematy,zagłębiam się w nie,myślę,obmyślam,wałkuję....nie jest to dobre,bo nie są to dobre emocje.Zazwyczaj towarzyszy temu żal,smutek....tęsknota? przede wszystkim niezrozumienie.Infantylnie to zabrzmi,ale ja tak nie potrafię.Pomimo urazy,czy poczucia niesprawiedliwości,wiem,że już następnego dnia przyjęłabym ponownie osobę,która mnie zraniła,za jedno krótkie" przepraszam".Pewnie wiele z Was zaśmieje się z mojej naiwności,do której z resztą przyznaję się bez bicia.Jestem człowiekiem,a człowiek to stworzenie stadne.I choć wielu głosi maksymę,że nie warto płakać nad rozlanym mlekiem...ja często nad nim płaczę.Nie lubię tego w sobie,choć z drugiej strony,gdybyśmy wychodzili z takiego właśnie założenia,nie byłoby pozrywanych bez konkretnej przyczyny znajomości,nie byłoby podobnych wspomnień,roztrząsań,tego wciąż tkwiącego bólu,który co jakiś czas pokazuje,że wciąż żyje.Uważam,że wszystko należy wyjaśniać.Nie rozumiem nagłego zerwania kontaktu,nie pojmuję braku chęci rozmowy i powiedzenia wprost o tym,co nas uraziło,czy sprawiło,że chcemy o sobie zapomnieć.Najgorsze jest nagłe odrzucenie.Pokazuje ono,że nic nigdy tak naprawdę nie znaczyliśmy...bo jeśli ktoś dla kogoś coś znaczy,nie zapomni  o tym przecież w ciągu jednego popołudnia.Pragnęłabym z całego serca spotykać na swojej drodze ludzi,do siebie w tym temacie podobnych.I nie wieje tu próżnością,czy pokazówką,że to ja postępuje właściwiej,zwyczajnie chodzi mi wyłącznie o to,by nigdy nie poczuć się kompletnie niepotrzebną i natychmiast zapomnianą.Bo i owszem,nie jestem samotna i mam komu wypłakać się w rękaw,ale uważam,że przyjaciel,czy nawet dobry znajomy to ktoś szalenie potrzebny,to ktoś kto dla mnie nigdy nie był i nigdy nie będzie jedynie "dodatkiem"do mojego życia.
Ludzie,których kiedykolwiek nazwałam mianem przyjaciela,dla mnie nimi byli naprawdę.Byli ważni,ich problemy były moimi zmartwieniami,a radości powodowały,że i ja miałam automatycznie lepszy dzień.Pewnie to naiwne,ale gdzieś tam,na dnie serca nadal tak jest.Cieszy mnie fakt,że takich sytuacji miałam w życiu jak na lekarstwo.I choć zabrzmi to nieskromnie,jestem dobrym przyjacielem.Zawsze stawiam dobro drugiej osoby ponad swoje i nigdy,ale przenigdy nie skreśliłam człowieka na własne życzenie.Jestem otwarta na ludzi i w sumie wychodzi mi to na plus,ale ........

Smutno mi jakoś.
Płaczliwie.
Bądźmy dla siebie lepsi i nie pokazujmy,że ktoś jest dla nas ważny,gdy tak naprawdę nie jest.
Miejmy szacunek do ludzkich uczuć....to nic nie kosztuje




53 komentarze:

  1. U mnie zawsze jakos tak sie sklada, ze to mi zawsze bardziej zalezy na danej znajomosci. Ja sie bardziej staram, ja pierwsza zagaduje co tam slychac i zazwyczaj gdy milklam na jakis czas to zaden z tych zdawaloby sie "dobrych znajomych" nie pamietal by dowiedziec sie czy u mnie wszystko w porzadku. O prawdziwego przyjaciela bardzo trudno dlatego lepiej dbac o tych, ktorzy trwaja przy tobie i ktorych obchodzisz. A za tymi, ktorzy odeszli z wlasnej woli nie plakac bo czlowiek by zwariowal. Nie znam Cie zbyt dobrze, ale wydaje mi sie, ze kto jak kto, ale Ty przyjaciol masz wielu :) A Zaneta i Adam to chyba jedni z najlepszych :) pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie Kasiu....a przyjaźń to bycie zawsze,ale i prawo do oczekiwania bycia przez przyjaciela.Dobrze Cię rozumiem...Masz absolutną rację.Przyjaciół wielu nie mam:) Ale kilkoro z pewnością.Żaneta z Adamem nigdy mnie nie zawiedli i wierzę,że tak zostanie.To prawdziwi przyjaciele...na dobre i złe.Zresztą jesteśmy na siebie skazani;ppp
      całuję:*

      Usuń
    2. Zostanie tak na pewno! Dziękujemy :* To baardzo miłe i oczywiście odwzajemniamy :* :* :* Na dobre i złe ! Buźka

      Usuń
  2. Anonimowy21:39

    smutne to ale niestety prawdziwe. rzadko kiedy spotyka się człowieka, dla którego przyjaźń to największa wartość. Z tego co Pani pisze -nie tylko w tej notce, ale i w ogole na blogach(bo i tego starego sobie poczytałam) wynika że naprawdę zawsze Pani postępuje zgodnie z wlasnym kodeksem wartosci. Ale mówią - przeciwienstwa się przeciągają.. wiec i często bywa tak że podobnie jak miłość - tak i przyjaźń bywa jednostronna.. ale z drugiej strony co z tego że zalożymy skorupę.. może czasem dla tych pięknych chwil warto dostać po karku. i zawsze warto wierzyć w luudzi.
    życzę, z całego serca żeby spotykała Pani na swojej drodze tylko dobre dusze, które odzwierciedlają Pani poglądy - pani Marto :)
    pozdrawiam serdecznie i przesylam milion dobrych fluidów ;-))
    głowa do góry-albo na Anielkę :-) humor od raazu się poprawi!
    / klara

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaro kocham Twoje komentarze:)Zawsze,niezależnie od nastroju,po przeczytaniu się uśmiecham:) Głowa na Anielkę-rewelacyjne:D
      Pozdrawiam Cię bardzo,bardzo...naprawdę wnosisz radosć do mojego domu,swoim istnieniem:*:)

      Usuń
    2. Anonimowy22:40

      i vice versa. ten blog zawsze mi poprawia nastrój ;-) więc przykro mi bardzo ale komentarze zostawiać będę!
      /klara

      Usuń
    3. już się na to szczeżę:D

      Usuń
    4. Anonimowy12:09

      i czekam czekam na zdjęcia jakieś bo coś dawno nie było ;-))
      /klara

      Usuń
    5. mam ich tyle,że wybrać ciężko:) Takie male zboczenie-fotografowanie dzieci codziennie:*
      na pewno się pojawią;)

      Usuń
  3. Ja niestety (!) muszę się nie zgodzić... Właśnie przez takie (swoje ale i też moich domniemanych 'przyjaciół') zachowanie założyłam bloga. Próbowałam 3 czy 4 razy w 3 (czy 4 :) ) różnych sytuacjach, które miały miejsce na przestrzeni prawie roku. Próbowałam, wchodziłam kilka razy do tej samej rzeki. Zawsze to ja przepraszałam, mimo, że wiem, że wina zawsze leży po środku... Nie czuje się w 100% winna wszystkich naszych nieporozumień. Starałam się o nich rozmawiać, ale czasami rozmowa ze ścianą albo z kąsającą ścianą, albo z fałszywą ścianą, po prostu nie jest prosta. Może te kilka sytuacji to i tak zbyt mało, by w jedną chwilę przekręślić 2 lata przyjaźni (zastanawiam się czy nie powinnam napisac 'przyjaźni'), ale jeśli jest się jedną osobą przeciwko trzem, a w późniejszym rozliczeniu nawet 6 (tak to jest, że jak się ma po 18 lat i się chodzi do jednej klasy, to tworzą się fronty 'za' i 'przeciw'... żebyśmy nie wiem jak chcieli tego uniknąć) to nie jest tak łatwo funkcjonować. Kilka tygodni temu załamałam się (chyba właśnie tak mogę określić mój stan permanentnej rozsypki i płaczu z byle powodu, który trwał tydzień) właśnie przez sytuację, którą (bądź co bądź) opisujesz, przez nią też założyłam bloga. Reasumując. Jestem z siebie dumna, że w jeden weekend potrafiłam przewartościować swoje życie i mimo, że chodzę teraz po szkole i klasie jak po polu minowym (przecież nie mogę przypadkiem stanąć w 'kręgu' żmij, c'nie? ;p), to wiem, ze jest to dla mnie dużo lepsze. Jestem spokojniejsza, widzę empatię innych osób z klasy. Może mój problem polega na tym, że moje przyjaciółki nigdy tak na prawdę nimi nie były? Cały czas staram się to zrozumieć. Bardzo trudno jest wytłumaczyć swoje stanowisko w jednym komentarzu... Chciałabym nadal wierzyć, że takie zachowanie jak Twoje ma sens, ale ja go już trochę nie widze... (cóż za patetyczna wypowiedź wypłynęła z moich ust ;) ) Pozdrawiam serdecznie :) Luna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może Twój sposób jest lepszy...niestety ludzie są różni i ja stając się osobą z Twego komentarza,przestalabym byc sobą.Życzę Ci wyłącznie prawdziwych przyjaciół Luno:*

      Usuń
  4. napisałabym coś...
    ale chyba pomilczę...

    OdpowiedzUsuń
  5. pomilczymy razem...

    OdpowiedzUsuń
  6. szkoda, że cały czas tylko milczymy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może przerwijmy milczenie?

      Usuń
    2. do tego niestety potrzeba dwóch stron...

      Usuń
    3. ja bardzo chętnie:)
      odpowiedz mi tylko,czy jest tak,jak napisałam u Ciebie w komentarzu...

      Usuń
    4. nie Martuś, zupełnie nie o to mi chodziło...

      Usuń
    5. a ja kolejny raz pokazałam swoją naiwność i pomyślałam,że "życzliwa"ma rację....że nie będę się "wpychać",by "ranić swym istnieniem".Pokażę Ci coś,sama byś chyba uwierzyła....

      Usuń
    6. co takiego?

      idę sobie popłakać...

      Usuń
    7. proszę Cię...nie będziemy płakac!Już nie! A jak już,to z radości....naprawdę myślałam,że tak będzie lepiej,że chcesz bym "dała Ci odpocząć od nas"....Zobacz,nagle notka zyskała nowy wydźwięk.Dziękuję,że się odezwałaś...ja pewnie nadal bym czekała:***

      Usuń
    8. jesli czegoś chcę, to otwarcie o tym mówię...tyle powinnaś wiedzieć...

      ale jeśli pisze, a moje sms-y pozostają bez odpowiedzi, nawet ten z życzeniami to niestety boli t bardzo. I pokazuje, że to Ty nie chcesz tego kontaktu, że się narzucam.

      A tego nie chcę...

      Usuń
    9. nie dostałam żadnych smsów-przysięgam...Dziwnie się robić zaczyna,już nigdy więcej nie chcę wdawać się w dziwne żale,czy pretensje.Zawsze życzyłam Ci/Wam dobrze-powinnaś wiedzieć.
      A ja naprawdę nie skreślam ludzi,a Ciebie?niby za co?
      Źle mnie oceniłaś jakiś czas temu,ale wszystko kiedyś wychodzi i wyszło,prawda?A ja?żalu nie miałam,nawet to tłumaczyłam...Pomyśl,że teraz być może znów mnie oceniasz,a ktoś cholernie się cieszy.

      Usuń
    10. Anonimowy23:12

      teraz nie oceniam, od tego jestem daleka. piszę po prostu o swoich uczuciach...
      ale chyba lepiej by było, gdybym jednak dalej milczała, prawda?
      M.

      Usuń
    11. nie rozumiem tych komentarzy,naprawdę....przykro mi.O co chodzi?Czy ja Ci coś zrobiłam?Nie napisałam w tej notce o Tobie,przecież nigdy się nie spotkałyśmy nawet.Zaczynam myśleć,że chcesz coś na siłę udowodnić...przepraszałaś mnie,za coś co znowu robisz...wybacz,ja Cię szanuję,ale nie mam w zwyczaju prowadzić tego typu gierek.Dlaczego tak piszesz?Przecież znamy się wyłącznie wirtualnie,nigdy nie miałyśmy zatargu a spójrz,jak to wygląda?Jeśli chcesz bym tłumaczyła się,powiedz o co masz pretensje.Naprawdę nie cierpię słownych przepychanek.Pozdrawiam i życzę spełnienia wszystkich marzeń i planów,szczerze jak zawsze...jednak nie będę toczyć dyskusji,która wnosi zamęt...nie rozumiemy się,nie rozumiem Twoich tamtych wszystkich pełnych pokory słów,przeprosin...ja pominęłam tamte złe rzeczy,pamiętasz?A Ty teraz piszesz do mnie w taki sposób...dlaczego?Ja nie musiałam i nie muszę się tłumaczyć,gdyż nigdy z nikim o Tobie nie rozmawiałam.Nasze kontakty były częstsze,czy to powód do zadawania takich pytań?przecież nie kazałam Ci milczeć,ani też nie męczyłam swoją osobą...naprawdę nie rozumiem.Gdy czytam Twoje komentarze,mam wrażenie jakbym Cię strasznie skrzywdziła.Tylko jak?czym?tym,że przestałam komentować na Twoim blogu?Piszesz o sprawach,w których moje rady,były powodem Twojej do mnie niechęci,pamiętasz jak źle odebrałaś to co wtedy Ci mówiłam,dziś mówisz to samo...to tak jakbyś przyznała mi rację.Wtedy posądziłaś mnie o złe intencje.Naprawdę bałam się po tamtym cokolwiek napisać,żeby nieświadomie nie sprawić przykrości...Martuś,zatoczyłaś koło.Zupełnie niepotrzebnie.Możesz mówić,nie nie byłoby dla mnie lepiej,byś milczała.Przecież nie mam nic do ukrycia,a tak to brzmi.Ja też piszę o swoich uczuciach i jak w notce,szanuję Twoje a Ty uszanuj moje.Pozdrawiam ciepło

      Usuń
    12. napisałam maila.
      Bo jak dla mnie to nie dyskusja na bloga.

      Usuń
    13. pierwsza napisałam,wczoraj...

      Usuń
    14. Miałam na myśli moją odpowiedź.

      Usuń
    15. wiesz,w sumie gdybym miała do kogokolwiek o cokolwiek pretensje,napisałabym maila przed rozpoczęciem niezrozumiałej przepychanki na blogu...jeśli czegoś nie rozumiem,staram się to zmienić jak najszybciej.Mimo wszystko,fajnie,że się odezwałaś.Trzymam za Ciebie kciuki.

      Usuń
    16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    17. Marta, nie przepycham się z Tobą, nie mam pretensji, to nie było moim zamiarem. jeśli Cię jakimś moim słowem uraziłam - przepraszam.

      Usuń
    18. tak jak napisałam w mailu,również przepraszam,jeśli jakiekolwiek zdanie napisałam w taki sposób,by wyczytać z niego wrogość,czy broń Boże,brak do Ciebie szacunku.
      dajmy spokój,bo brzmi to jakbyśmy naprawdę miały jakiekolwiek zatargi:)

      Usuń
  7. co się stało kochana?
    ale nie wiedziec czemu pomyślałam o M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlaczego o mnie?

      Usuń
    2. Ależ skąd?M.nigdy,przenigdy nie zawiodła...choć chwilowo,tak pomyślała:p
      Ludzie lubią jątrzyc niestety,ale my obie nie mamy sobie nic do zarzucenia.Ja nigdy nic złego o M.nie powiedziałam (ba,nie pomyślałam nawet),a M.jest tak dobrym człowiekiem,że pewne rzeczy musiała "dopatrzyć",gdyż też wierzy "na słowo".

      Usuń
  8. Martuś tak się wczytywałam i muszę Ci przyznać, że potrafisz pięknie opisać uczucia, co mnie nie zawsze wychodzi. Coś w serduchu mnie aż poruszyło... Dziś nawet z Adasiem rozmawialiśmy, znaczy to On stwierdził, że ja siebie na szarym końcu stawiam, by inni jak najlepiej mieli. Że tak powiem każdemu dobrze chce zrobić :P Zawsze chce się dobrze nie patrząc na siebie. Tak jak napisałaś trzeba się szanować i mówić szczerze co leży na sercu. Ściskam :*

    P.S. Odliczam :)

    Mama Żaneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żanetko,tak mnie ten temat nurtował już parę tygodni,ostatnio przybrał na sile,więc przelałam na bloga...o dziwo,pomaga:)
      A jeśli chodzi o nas samych,fajnie byłoby posiąść sztukę asertywności,ale z tym się trzeba chyba urodzić:p
      To ja odliczam,wciąż myślę o sobocie;DDD

      Usuń
    2. Nie wszyscy uważają, że powinno się pisać o takich rzeczach, mimo iż nie wprost o kimś, tylko chodzi o własne uczucia. Ale tak jak napisałaś potrzeba zrozumienia i tej " relacji wzajemnej ".

      Czaruj pogodę :D

      Usuń
    3. czaruję,czaruję:P Buziaki posyłam na dobranoc:***
      zieeeef

      Usuń
  9. Kiedyś zawsze byłam tą, której zależało na kimś aż za bardzo. Ale jak się dostanie kilka razy po tyłku to wtedy człowiek się zmienia... W efekcie dziś zależy mi już tylko na Mateuszu, a w inne znajomości i relacje międzyludzkie staram się nie angażować... I póki co dobrze mi to wychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. świetnie,że udało Ci się tak odgrodzić serce od rozsądku:) ja nadal wierzę w ludzi,może za mało (w sensie liczebnej) dostałam po tyłku?
      pozdrawiam;)

      Usuń
  10. Kamyczek07:14

    Niektórzy miotają wielkimi słowami, jak mieczem nie zastanawiając się nad tym, czy w ogóle tak czują. I to raczej nigdy się nie zmieni.
    Trzeba zawsze pamiętać o tym, że każdy człowiek jest inny i (choć to czasem trudne) nie przenosić złych doświadczeń na nowe znajomość. Nikt nie powinien ponosić konsekwencji za cudze błędy - niestety często tak jest, bo człowiek zraniony trzyma dystans i jest bardziej wyczulony.
    Wiesz, moim zdaniem zawsze warto patrzeć sercem, iść za jego głosem. Angażować się, bo nawet jeśli z biegiem czasu nic z tego nie wyjdzie, to zawsze pozostają wspomnienia, których nikt, choćby nie wiem co robił, nie jest Ci w stanie odebrać. One są bezcenne.

    Wytrwałości życzę i moc porannego uśmiechu śle :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę dokładnie tak samo,patrzę najpierw sercem,choć nie zawsze wiadomo to najlepszy doradca.Niczego nie żałuję,żadnych relacji czy znajomości.Każda jeśli już nie jest,to była szalenie ważna i jak napisałaś,pozostawiła cudne wspomnienia.
      Dziękuję za uśmiech-odsyłam pomnożony o moje małe buźki;))

      Usuń
  11. Kiedyś miałam "przyjaciółkę"- wydawało mi się, że do końca życia. I drugą też, ale właściwie bardzo dobrą koleżankę. Moja Mama po skończeniu liceum choć mi tego nie powiedziała ( dopiero po wielu latach) przeczuwała, że to nie tak jak ja myślę o tej naszej przyjaźni. Na początku nie chciałam iść na studia, a Mama próbowała wszelkimi drogami do mnie dotrzeć i do owej przyjaciółki powiedziała coś w style" Zuza namów ją na te studia, bo co bez nich potem zrobi" , a moja "ukochana Zuza odpowiedziała - "no niewiele i nawet my nie będziemy już miały o czym gadać"! Potem to już jakoś tak sobie popłynęło dalej, było nadal oki, dopóki nie poznałam swojego męża, który nie był jakoś zbytnio lubiany. Odsunęłyśmy się strasznie od siebie, wina owszem była obustronna zarówno w przypadku "przyjaźni" jak i "dobrego koleżeństwa". Od Zuzy usłyszałam tylko - "Ty się bardzo zmieniłaś odkąd poznałaś Piotrka, nie będziemy się już kolegować". No i ok, sprawa jasna, było mi przykro jak cholera, no fakt zmieniłam się-zaczęłam mysleć poważnie o małżeństwie, o dzieciach a nie o wiecznym imprezowaniu i piciu. Po 8 latach spotkałyśmy się na ulicy, żądna z nas nie zmieniła się na tyle co by sie nie poznać. Nie zamierzałam Jej padać na szyję z radości i błagać o spotkanie, chciałam tylko kulturalnie powiedzieć "cześć, co słychać?" I co mnie spotkało?- odwróciła głowę w drugą stronę- poczułam się jakby mi ktoś rypnął prosto w twarz!!!
    Z dobrą koleżanką nadal nie utrzymujemy kontaktu choć wzajemnie o siebie wypytujemy, żadna z nas nie umie wyciągnąć ręki.
    Trudny temat!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to co opisałaś jest strasznie przykre.Według mnie,nie była to z "przyjaciółki"strony przyjaźń.Bo czy może zaważyć na prawdziwej przyjaźni wykształcenie,czy nawet partner?nie i jeszcze raz nie!Wiele razy zastanawiałam si,ę,jakbym się zachowala,gdybym np na ulicy,spotkała byłą przyjaciółkę...przeraża mnie myśl,że mogłaby udać,że mnie nie zna...bo ja pewnie ucieszyłabym się na to spotkanie;)

      Usuń
  12. No cóż. Ja niestety wciąż jestem naiwna. Nie wiem ile razy można mnie kopnąć w d** a ja i tak wybaczę tej osobie. I tak parę razy, koło się zamyka a ja i tak daję szansę. Czasami chciałabym być gruboskórna, ale jakoś nie wyniosłam tego z domu. Nauczono mnie, że człowiek ma prawo popełniać błędy i należy mu wybaczać. Tylko jeszcze pytanie ile razy? Ja nie umiem być niestety stanowcza. Powiem sobie NIE, a za dzień, dwa wyciągam rękę. Za bardzo mi zależy na ludziach, których dopuściłam do siebie tak blisko, pozwoliłam sobie im zaufać, oddać całą siebie. Życie doświadczyło mnie parę razy dość boleśnie, ale i to nie nauczyło mnie "rozumu". Nie umiem oddzielić serca od rzeczywistości. Czasami bardzo brutalnej. Boję się, że w końcu tak dostanę po tyłku, że się nie pozbieram.
    Nie znoszę też, kiedy ja daję serce na dłoni, a ktoś jest zupełnie na to obojętny. Bez różnicy czy jest to znajomość realna, czy wirtualna. Tu też można się wykazać. Zawsze coś jest ważniejszego, ktoś jest ważniejszy a mnie jakby nie było. Tu jeśli chodzi o znajomości z krótkim stażem, jakoś sobie to jeszcze umiem wytłumaczyć, ale jeśli chodzi o te wieloletnie - niestety nie widzę wytłumaczenia.
    Stara jestem, z dużym bagażem życiowym a w tak prozaicznych sprawach nie umiem sobie poradzić. Można mnie zagiąć, manipulować a ja i tak będę wierna i dobra.

    Nie wiem kto Cię znowu zawiódł, ale przypomnę się, że ja jestem. Masz ochotę pisz, dzwoń.

    Wciąż i wciąż uczę się życia, otwieram szerzej oczy - szkoda, że to tak opornie mi idzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelinko,notka powstała czysto hipotetycznie.Nikt mnie nie teraz nie zawiódł,zwykłe przemyślenia...czasem myślę zbyt dużo;) Gdy tak czytam komentarze Twoje i innych dziewczyn,dochodzę do wniosku,że ja mało dostałam po tyłku...przynajmniej nie od wielu osób,były to jednostki.Trudno uwierzyć,że ktoś chciał skreślić znajomość z Tobą dobrowolnie...takich ludzi powinno się chłonąć i o nich zabiegać.Dla mnie zawsze byłaś ważną osobą (podobne priorytety,zdania na poszczególne tematy,to zbliża:).Dobrze wiedzieć,że mogę pisać i dzwonić....zamierzam wykorzystywać ten przywilej.Całuję poniedziałkowo i upalnie:***

      Usuń
  13. Anonimowy09:06

    Jestem zszokowana- milo czyta sie blog o dzieciach, z podziwem patrze na gromadke- bo kto w dzisiejszych czasach decyduje sie na duza rodzine, wielodzietnosc?? ale moje drogie panie - moze lepiej spotkac sie na kawie, zadzwonic, wyslac maila a nie prowadzic analizy i dyskusje ogolniedostepne na blogu??
    Nie wiem czy taka "otwartosc" i obnazanie sie w sieci nie przyniesie wiecej szkody niz pozytku???
    Pozdrawiam i zycze sil w zmaganiach z "przyjaciolmi" ;)
    Aska

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo dobrze ujęte Asiu.Ale maile powysyłane,a kontakty do "kawki"jeszcze nie dotarły.Obnażanie to za duże słowo,w końcu nic co mogłoby zaszkodzić,obnażone nie zostało:)
    "Przyjaciół"nie posiadam,więc siły spożytkuję na inne cele,ni mniej dziekuję:p
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję z konstruktywną ocenę:))

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz co?
    Chyba Cię doskonale rozumiem.
    Miałam kiedyś przyjaciółkę. Owa przyjaciółka urodziła się nie całe 5 miesięcy później ode mnie po sąsiedzku. I właściwie cały czas wychowywałyśmy się razem. Wspólne spacerki, wspólne zabawy, sekrety. I ta nasza przyjaźń trwała przez 14 lat. Podczas tego okresu tak wiele się działo znaczącego dla naszego życia, tak wiele razem przeżyłyśmy. No i podobało mi się, że Ona nigdy nie widziała we mnie ani mojego kalectwa, ani mojej odmienności. To był dla niej taki dzień powszedni.
    Aż pewnego dnia Ona poszła do gimnazjum.
    I zaczęła się u mnie pojawiać coraz rzadziej.
    Zmieniła styl ubierania, zachowania.
    Coraz częstsze kłótnie sprawiły że pewnego dnia przestałyśmy się ze sobą kontaktować.
    Oczywiście było na podwórku "cześć" "Co tam?" ale to już nie były te dawne czasy kiedy beztrosko chichrałyśmy. Po za tym była między nami taka nieopisana sztuczność.
    Aż pewnego dnia (całkiem niedawno) zaprosiłam ją na spacer żeby zobaczyć ile się między nami zmieniło (bo obie jesteśmy już pełnoletnie, mądrzejsze, dojrzalsze). Spacer trwał dokładnie pięć minut. Rozmowa wcale się nie kleiła. Jak stare pryki zaczęłyśmy rozmawiać o pogodzie... I wykręciłam się że muszę iść do lekcji. I wróciłam do domu z poczuciem że się całkiem zbłaźniłam. Że zachciało mi się odratowywać coś co już dawno zostało doszczętnie zniszczone. A potem zobaczyłam gdzieś przypadkiem nasze zdjęcie gdy miałyśmy około 5 lat i byłyśmy jak siostry. I aż wierzyć się nie chce... Że przyjaźń pomimo tego że jest tak piękna może się skończyć tak z dnia na dzień... Że wystarczy trochę podrosnąć, przestać się akceptować i nagle coś co tworzone było tak długo okazuje się takie kruche... Porównuje to sobie do takiego domku z kart...

    OdpowiedzUsuń
  16. ech ciężko jest zachować proporcje między oczekiwaniami a faktycznie otrzymywanym zainteresowaniem, życzliwością, zrozumieniem. Często i gęsto dajemy od siebie zbyt wiele tyle samo oczekując i mocno obrywamy po dupach - cóż - życie... Chciałabym mieć Twoją odwagę by jeszcze wierzyć. Nie trać jej :) No i stało się - wreszcie wylazła ze mnie stara cyniczka ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Anonimowy15:10

    Mam podobnie. Jesli ktos mnie wkurzy, przestaje sie odzywac, to zloszcze sie, zzymam i unosze honorem. I tez urywam kontakt. Ale wystarczy, ze ta osoba odezwie sie z malutkim "przepraszam", natychmiast jestem gotowa wszystko wybaczyc. :)
    Ale nie zapominam... Jestem pamietliwa i nikomu nie zapomne tych wiekszych lub tez i drobniejszych przykrosci, nawet jesli je wybacze...
    Agata

    OdpowiedzUsuń