piątek, 19 grudnia 2014

Dobre Dusze z FB - ilu Ludzi, tyle dobra...


I po finale!
Szlachetna Paczka stała się częścią mnie samej.
Teraz rozumiem co znaczy czerpać z dawania. Tak, dopiero teraz.
Nigdy wcześniej w życiu nie doświadczyłam podobnego uczucia. Nigdy tak namacalnie.
Odwiedziny u rodzin, chłonięcie najczęściej smutnych historii, praca nad sobą, by nie ulegać emocjom przy weryfikacji rodziny. To trudniejsze niż może się zdawać.
Ale dzięki słuszności wyboru, finał był wspaniały!
Pomoc otrzymały rodziny, które zdecydowanie na nią zasługują i które (jestem tego absolutnie pewna!) zrobią z tej pomocy wielki krok naprzód.
Nie zdołam Wam opisać radości i łez wylanych w szczęściu.
Za mało znam wielkich słów.
Nieprzespane noce, pakowanie tony prezentów, kawa wypita w biegu i ogrom niesamowitej energii.
Nie czułam zmęczenia. Czułam niesamowity power. Jakbym startowała w zawodach!
Spędziłam długie godziny Paczkowego czasu.
Dzieliłam się nim z Najlepszymi.
Płakałam z nimi, śmiałam się, wzajemnie się motywowałyśmy.
Mówię tu o grupie Ludzi, którzy wraz ze mną podarowali rodzinom najpiękniejsze Święta w życiu.
O facebookowej grupie, którą stworzyłyśmy wspólnie, by pomagać innym.
Każdą paczkę, która przychodziła "z grupy"otwierałam z milionem ciepłych myśli.
Nad każdym pakowanym produktem pochylałam głowę. Bo za każdą z tych rzeczy stał Człowiek.
Najlepszy z najlepszych.
Ten, który chce się dzielić. Bezinteresownie.
Grupa istnieje nadal. Nie zniknęła przy mecie, a nawet mam wrażenie, że dopiero nabiera rozpędu.
Wielu cudownych Ludzi, którym przyświęca jeden cel.
O każdym z Was pomyślę przy świątecznym stole.
zresztą, Oni również....
jestem tego pewna.
Czy można wymarzyć sobie bardziej magiczny czas?
Będziecie w sercach kilkudziesięciu ludzi!
w Ich rozmowach, radościach i opowieściach.

Finał za nami, a ja nadal myślami przy Was - Ludziach Dobrej Woli (jak śpiewał Niemen).
Jestem dumna i niewyobrażalnie szczęśliwa.
To jest ważne.
To jest warte uwagi.
Wszystko co miałkie, istnieć teraz przestało.

I gdy ktoś po raz kolejny zapyta mnie, co mam z pomagania?
odpowiem po prostu -WSZYSTKO.
Bo czy jest inaczej?
Dzięki pomaganiu poznaję najlepszych Ludzi.
Dzięki pomaganiu czuję się potrzebna.
Dzięki pomaganiu, własne problemy stają się niewidoczne.
Dzięki pomaganiu wyleczyłam się z niedoskonałości.
I mogłabym tak wymieniać i wymieniać...

Święta za pasem.
Ja, jak nigdy ze wszystkim w lesie.
Ale również jak nigdy, nie czuję ciśnienia.
Czuję spokój.
Bo dziś wiem, że jak nie zdążę ze wszystkim na czas, to NIC SIĘ NIE STANIE.
Jestem w innym wymiarze.
W innym czasie.
W innym życiu.

I nie, nie zwariowałam :)
Urodziłam się na nowo.
Dobrze mi.
Od dawien dawna dobrze ze wszystkim...

Nigdy nie robiłam listy na Nowy Rok.
W tym roku zrobię.
Spiszę skrupulatnie punkt po punkcie to, czego chcę dokonać -
a w grudniu przyszłego roku na każdym punkcie postawię uśmiech.
Jakoś czuję pewność, że tak się właśnie stanie.
A lista będzie wyjątkowa...

To niesamowite ile dla siebie z Was Wszystkich zagarniam.
Dziękuję za to.
I do "zobaczenia" za rok w Wielkim Finale moje Dobre Dusze!

(powiedzcie same, czy nie macie w myślach uśmiechniętych buziek "naszych" dzieci?:)


 
Jeśli będziesz myślał o rzeczach dobrych i wierzył w nie oraz działał, będą one stawały się Twoją rzeczywistością - realizowały się w Twoim życiu. Takie jest bowiem odwieczne naturalne Boże prawo przyczyny i skutku.














czwartek, 18 grudnia 2014

"Magiczne Święta" z Omegamed!


Razem z Omegamed zapraszamy na  Świąteczny Konkurs Fotograficzny!!!

Do wygrania trzy zestawy, w skład których wchodzą trzy produkty Omegamed dla dzieci 1+
Zacznijmy Nowy Rok zdrowo! :)


Regulamin:

-Konkurs trwa od 18.12 do 24.12 2014 roku.
-Wyniki konkursu opublikuję w ciągu trzech dni od zakończenia konkursu.
-Zwycięzcy zobowiązani są do wysłania swoich danych adresowych do sponsora konkursu, w ciągu trzech dni od opublikowania wyników. W przeciwnym razie wyłoniony zostanie kolejny zwycięzca.
-Uczestnik konkursu biorąc udział w konkursie, tym samym oświadcza, iż przysługują mu nieograniczone i wyłączne prawa autorskie do wysyłanego przez niego zdjęcia, a także wyraża zgodę na publikację zdjęcia na fanpage Omegamed oraz na fanpage i blogu Tosinkowe Opowieści.

Zasady uczestnictwa:

- polubienie fanpage  sponsora konkursu- Omegamed oraz fanpage organizatora Tosinkowe Opowieści





-wysłanie zdjęcia pt. "Moje Magiczne Święta" na adres tosinkowo.konkursy@op.pl z podanym imieniem i nazwiskiem osoby zgłaszającej zdjęcie do konkursu (zdjęcie może być ubiegłoroczne, nie powinno natomiast brać udziału w innym konkursie). Nie biorę pod uwagę zdjęć z profesjonalnych sesji fotograficznych - każdy powinien mieć równe szanse.

-zostaw w komentarzu pod postem informację o wzięciu udziału

-udostępnij grafikę konkursową na facebooku i zaproś do zabawy znajomych.

-cierpliwie czekaj na wyniki :)


 
Powodzenia !!! :)
 
 
album zdjęć konkursowych dostępny będzie na naszym fanpage

środa, 17 grudnia 2014

Akademia Szczęśliwej Mamy :)


Ci co nas czytają dłuższy czas, wiedzą, że jestem wierna tranowi Mollers'a :)
Dlatego jak tylko przeczytałam o aplikacji samplingowej na fp Ty też byłaś dzieckiem  to spieszę Wam donieść, że i Wy macie szansę, wypróbować tego suplementu.
Wystarczy zgłosić się na stronie, by zawalczyć o miejsce w Akademii Szczęśliwej Mamy :)
Dzięki przynależności, będziecie mogły testować produkty Mollers'a, dowiecie się jak dbać o rozwój swojego dziecka, oraz jak budować odporność swojej rodziny.
Klikajcie w poniższe zdjęcie i przyłączajcie się do Mollers'owej rodziny :))

(strona nie otwiera się z przeglądarki explorer)






czwartek, 11 grudnia 2014

Mazurskie Spotkanie Blogerów - a ja tam byłam i wino piłam :)


Był taki jeden Bajkowy.
Zakątek miał na imię.
Pomieszkiwał sobie w osadzie warmińsko-mazurskiej, co tylko dodawało Mu splendoru.
Ach jakże On gościć potrafi!
Wyobraźcie sobie, że nie dość, że wziął w swe ramiona 25 blogerskich rodzin, to jeszcze nakarmił, zabawił i całkowicie sobą oczarował.



Miejsce bajkowe. Położone wśród drzew. Tak jak lubię najbardziej.
Drewniane domki, cudowna restauracja, basen i SPA, bawialnie dla dzieci z animatorkami, oraz sale szkoleniowe, w których i wiele się dowiedziałam i równie dużo pośmiałam :)
Wyjątkowy to był weekend, choć okrojony w składzie.
Byłam z Najstarszym i Nelą.
Na pewno tam wrócimy cieplejszą porą, z całą rodziną.



Dojechaliśmy piątkową nocą, jako jedni z ostatnich. W myśl zasady "ostatni będą pierwszymi" ;)
Przywitała nas cisza, spokój i ...zimno.
Po dotarciu do domku, miłe zaskoczenie.
Było tak ciepło, że wyłączyliśmy grzejniki.
Kominek, który czekał na rozpalenie (naszykowane drewno), pozostał nienaruszony.
Za to bujany fotel Nela okupiła i na nim "czytała", jadła i oglądała czasem bajkę.
Chyba trzeba taki do domu zakupić ;)





Żeby opisać to wszystko, co tam się działo musiałabym napisać poemat.
W wielkim skrócie - integrowaliśmy się i korzystaliśmy na całego.
Były atrakcje (park linowy, poduszkowiec, basen, piniata dla dzieci), szkolenia i pokazy ciekawych firm kosmetycznych, wspólne posiłki i mnóstwo pozytywnej energii i humoru.
Dziewczyny fantastyczne! Wszystkie razem i każda z osobna.
Cieszę się niezmiernie, że z dwiema już zdążyłam spotkać się ponownie na innym wydarzeniu :)





















Miejsce, osoby, atrakcje - to wszystko złożyło się na niezapomniany weekend.
Dodatkowo wspólnie zebrałyśmy na Dom Dziecka ponad 1300 zł, co tylko dopełniło szczęścia!




Dziękuję Organizatorkom:

Mama Diabełka, Dzwoneczkowy raj mamy, Anibarpiomar

sponsorom:

Bajkowy Zakątek - cudowny klimat i pyszne jedzonko :)
Mary Kay-przesympatyczna prezentacja kosmetyczna ;)
Herbalife -kosmetyczna pogadanka
Grupa Happy-rewelacyjnie zorganizowany czas dla dzieci.



oraz Dziewczynom za wykłady:

Wioli z Mama Bloguje
Kasi z Black Smokey
Ani z portalu Zblogowani
Kasi z Ile d'Amour



I do następnego! ;)

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Szlachetna Paczka - co o niej wiecie?


Przeczytałam post u Kasi i skłonił mnie on do refleksji.
Wszystko o czym tu przeczytałam, sama usłyszałam odkąd zostałam wolontariuszem w Szlachetnej Paczce. A nawet wcześniej, gdy dołączałam się do grup darczyńców. Z zewnątrz dochodziły głosy:
-a jesteś pewna, że to co dajesz, tam właśnie trafia?
Szczerze mówiąc, nie byłam.
Wierzyłam w to jednak mocno i nie śmiałam myśleć inaczej, ale teraz, gdy dotykam tematu osobiście, a nie przez łączników mogę głośno powiedzieć - TAK! PACZKI TRAFIAJĄ DO POTRZEBUJĄCYCH RODZIN! Mogę to wreszcie oficjalnie ogłosić :)

Nie bójcie się pomagać!
Raz, że daje to tak wiele radości nam samym, a dwa możemy naprawdę zmienić Święta ludzi, na te wymarzone.
Rodziny, które trafiają do projektu są przeróżne. Wolontariusz ma za zadanie odwiedzić te rodziny i na podstawie rozmów tam przeprowadzonych zdecydować, którą rodzinę włączyć do projektu.
Ale...nie jest to pewniak, że rodzina się w nim znajdzie. Nasze decyzje są mocno sprawdzane, na kilku szczeblach. Dopiero jak dostaniemy zielone światło, włączamy rodzinę.
Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że pomoc jest przyznawana sprawiedliwie?
Co więcej, rodzina sama do projektu zgłosić się nie może. Zostaje zgłaszana przez środowiskowe świetlice, szkoły, różne ośrodki itp
Nie ma więc mowy o naciągactwie, o którym możemy przeczytać min w poście Kasi.
Szlachetna Paczka to naprawdę mądra pomoc.
Uderza w konkretne potrzeby rodziny, nie leci systemowo.
To nie ryba, a wędka.
To bodziec do zmian. Impuls, który pomoże rodzinie złapać wiatr w żagle.

Byłam u kilku rodzin. Widziałam przeróżne sytuacje. Słuchałam smutnych, rozdzierających serce historii. W sytuacji takiej rodziny, może znaleźć się każdy z nas. Czytam głupie komentarze: sami są sobie winni. Po co Im tyle dzieci, jak nie mają na chleb???
Nie komentuję tego, bo mija się to z celem.
W myśli mam tylko: a skąd wiesz, co przyniesie Ci jutro? Oni też mieli normalny dom, szczęśliwą rodzinę i dach nad głową. Ale rak nie wybiera. Zabrał nie tylko żywiciela rodziny, ale też wszystkie oszczędności, a nawet mieszkanie...

Nie komentuję, ale jest mi wstyd.
Bo lubimy siać ferment. I najlepiej po tchórzowsku.
Jak wychodzisz do tchórza z zapytaniem, ten milczy. Nie odpowie Ci personalnie, ale na forach to co innego - będzie pluł ile wlezie, oczekując poklasku podobnych sobie.
A gdyby tak zamiast tego, zrobić coś dobrego?
Przyłączyć się do grup, które tak cudownie wspomagają rodziny w potrzebie?

Bo nie wiem czy wiecie, ale najcudniej pomaga się stadnie.
Ja sama już się pogubiłam w tym, co daje mi więcej radości - sam wolontariat? czy nasza zorganizowana grupa fb, która obdarowuje Rodzinę na Święta? :)
To niesamowite, jak z małej grupki ludzi o dobrym sercu, powstała Wielka Grupa, która może góry przenosić i przenosi!!!
I każda z TYCH Dziewczyn wie, że radość dawania jest niewspółmierna z niczym.
Codziennie dodajemy nowe posty, chwalimy się nowymi "łupami", dzielimy się radościami i planami, na kolejne przedsięwzięcia (tak! pomaganie uzależnia!:)
I jak gdzieś z tyłu (kompletnie mnie to nie zajmuje), dociera do mnie jakaś informacja o podłych działaniach ludzi, nawet się nad tym nie zatrzymuje. Jestem na innym poziomie. Puszczam mimo uszu, nie tracę ani energii, ani choć jednej skierowanej tam myśli.
Skupiam się na tym co dobre.
Na dziewczynach, które codziennie udowadniają, że w ludzi warto wierzyć.
Na dzieciach, które rozumieją, że należy się dzielić.
Na radości, łzach wzruszenia, ekscytacji udanym sprawunkiem.
To jest ważne. I do tego zachęcam.

I żeby zamknąć rozdział doszukiwania się zła tam, gdzie go nie ma - dodam, że paczki dla Rodzin przygotowywane są przez Darczyńców i dostarczane do magazynu, z którego w tejże postaci (ponumerowne i oklejone), trafiają do potrzebujących. Nikt ich nie otwiera, wszystko odbywa się na wzajemnym zaufaniu.
Tak właśnie działa Szlachetna Paczka.

W ostatnim czasie, dzięki przynależności do projektu, poznałam wielu fantastycznych, przewspaniałych ludzi. Co więcej, poznaję Ich nadal. Na każde spotkanie cieszę się jak małe dziecko na najpięknieszą zabawkę.
Jestem dumna, że mogę być jednym z Nich.
Tak samo, jak Wy, kochane Dobre Dusze z naszej grupy.
Jesteście na każdym spotkaniu z nami duchem- chwalę się Wami notorycznie :)
I wzruszam się.
Nieustannie.

100% człowieka w człowieku.
Tym właśnie jesteście!

Dziękuję Wam ♥




Kliknijcie proszę w zdjęcie i polubcie nasz profil na fb- to tysiąca tak bliziutko :)
(niech pomaganie ma jak najwięcej fanów)






Pomimo zmęczenia, niedosypiania i innych nieodłącznych wiem, że za rok będę również na posterunku. Dostaję więcej, niż daję. Każdego dnia.
Namawiam i Ciebie!
zrób coś dla siebie - pomóż innym :*



sobota, 6 grudnia 2014

Święty, dobry Mikołaj


Mikołaj.
Prezenty i ekscytacja.
Radość. Śmiech. Obdarowanie.
Wszystkie dzieci miały dziś swoje święto.
Moje również.
Nowe zabawki zabrane do łóżek.
Rumieńce na policzkach.

Sięgam do Mikołaja, sprzed lat.
W sumie koncepcja ta sama i forma podobna.
Tylko ten element strachu wpleciony w oczekiwanie...

I nie, nie bałam się rózgi!
Wcześnie już zakodowałam, że rózga to taki straszak, który nie wiadomo czy w ogóle istnieje, bo wszyscy o niej słyszeli, a mało kto ją widział.
Strach oznaczał zupełnie co innego-
strach oznaczał...Mikołaja!
Bo nie wiem jak to u Was było, ale ten nasz komunistyczny Święty straszył na kilometr.
Często przyodziany w grubą baranicę, w ogromych brylach i butach ciotki Jadźki. Raz czarny jak bies, innym razem z tekturową twarzą.
No jakże przejść obojętnie? jak usiąść bez lęku na kolanach?
Pokusa była ogromna, pomarańcza w celofanie kusiła (taaa...dziś wystarczy przejść się do biedry), mama wzruszona łzę ocierała, ojciec z zorką przy oku wyczekiwał.
No weź człowieku nie podejdź!
Pół biedy kiedy jesteś mały, zaniesie Cię na rzeź mama, ale potem?
-no idź Martusiu! popatrz jak ładnie dzieci podchodzą.

Podchodziłam zatem, wierszyk bzdurny po cichu klepałam, na kolana do zdjęć siadałam.
Pochwałę mylnej grzeczności zesztywniała zgarniałam (taka cichutka jesteś i grzeczna)
i w myśli nagliłam "Tato, pstrykaj!!!".
Święty o wyglądzie zbója Madeja z pacierza przepytał, ojciec oślepił lampą błyskową, szeleszczącą łakociem torbę chwytałam i skrywałam się w maminych ramionach, która mój szybszy oddech brała za ekscytację.
Nic bardziej mylnego. Serducho i owszem waliło, ale na widok zbója Madeja, który wmawiał wszystim dookoła, że przyleciał z Laponii.
Demaskować nie śmiałam! Żadne bowiem dziecko nie podeszło nawet do okna, by sprawdzić, czy mówi prawdę. Woleliśmy wierzyć/nie wierzyć, i nie ryzykować.
Łup, łup, łup...ciężkie kroki na korytarzu.
Wgryzam się w pachnącą pomarańczę.
wypuszczam powietrze.



ufff...do następnego.



żeby nie było, że koloryzuję - to mało szczęśliwe dziecko ze zdjęć, to ja ;)









piątek, 5 grudnia 2014

Kid sleep kontra chłopcy :)


W poprzednim wpisie opisałam jak działa regulator snu na Nelkę, podkreślając, iż czas podany przez producenta na przyswojenie zasad (a raczej na zatwierdzenie nowego rytuału;) u nas z tygodnia wydłużył się do dwóch. Gdybym zastosowała się do tygodnia, regulator pewnie wylądowałby w pudełku z napisem :"nie działa".
Dlatego z chłopakami już wiedziałam, że nie ma co patrzeć w opisy, każde dziecko jest przecież inne i potrzebuje innego też czasu.

Tyle, że w przypadku chłopców ten tydzień był zbędny. Po dwóch dniach sami ustawiali sobie budzik ;) Fajnie, że dla Nich to mega frajda - zegar na miarę Ich potrzeb.
Znają już godziny na zegarkach i jak obudzą się przed 7.00, oczekują z wlepionymi oczami w tarczę zegara, jak zmienia się światełko z nocy na dzień i cieszą się z odgłosu lokomotywy, która Ich budzi.
( dla mnie nr jeden jest śpiew ptaków;)




Ale, jak to działa?

My, rodzice musimy tylko ustawić czas alarmu budzika. Gdy przyjdzie pora pobudki, zegar rozbrzmieje jednym z trzech dźwięków (lokomotywa, śpiew ptaków, kukułka), a tarczka podświetli obrazek bawiącego się chłopca (w wersji dziewczęcej, będzie to pewnie dziewczynka:)
To sygnał dla naszego dziecka, że pora wstać. Możemy również ustawić samą tarczkę podświetlaną, bez używania budzika. Ja nie śmiem zabierać Im świadomości, że budzeni są przez ciuchcię - nie ważne, że często wstają przed alarmem, pociąg to pociąg ;)

To samo wieczorem. Jeśli chcemy, by dziecko sugerowało się obrazkiem na tarczy zegara (polecam! nawet książka bez marudzenia jest o właściwej porze odkładana:), włączamy na zegarze obrazek śpiącego chłopca i gotowe!




Moi chłopcy potrafią odczytać godzinę z zegara elektronicznego, więc tu dodatkowy fajny gadżet - zegar nie tylko ma tarczę na wskazówki, ale na dole wyświetli nam się czas, który bez problemu odszyfrują mali chłopcy (no dobra, dziewczynki też :) - o ile wcześniej ustawimy zegar prawidłowo :P


Fajny jest również przycisk na budziku, tzw grzybek. Uruchamia on bowiem funkcję drzemki, ale także podświetla całą tarczę zegara, działając na zasadzie lampki.


I znów powtórzę to samo, co w notce poprzedniej. To działa! I śmiem twierdzić, że nie są to jakieś magiczne moce :) Dzieci z reguły uwielbiają powierzane Im zadania. Według mnie, na tym właśnie bazuje sukces kid sleep. Mogę śmiało przyrównać to do "zawodów sprzątaniowych". Jak są zawody, to sprzątają. Na prośbę - nie bardzo ;)
Prośba, by wcześniej położyli się do łóżek działa....rzadko.
Sugerowanie się zegarowym chłopcem, to już inna, znacznie skuteczniejsza bajka.


No i hicior na koniec - zegarek na rękę zarządzający czasem! :)


Kwid może być normalnym zegarkiem, służącym do odmierzania czasu - za pomocą wskazówek, bądź cyfr.
Dziecko ma swój własny przycisk (w czerwonym kolorze) - do samodzielnego zarządzania czasem. Są tam różne funkcje - od rozumienia godziny (jednoczesne miganie tarczy wskazówkowej z cyfrą), po czas zabawy w postaci skaczącego króliczka.

My rodzice możemy zarządzać klepsydrą. Na tarczy zegarka wyświetla się dziecku klepsydra, która pokazuje ustawiony przez nas czas. Możemy ustawić klepsydrę i dziecko ma jasny komunikat ile czasu może spędzić przed telewizorem, w piaskownicy itp. Po przesypaniu się piasku, włącza się dodatkowo alarm przypominający, a na tarczy pojawi się mama króliczek, która zachęci dziecko, by potwierdziło "wykonanie zadania", poprzez przyciśnięcie swojego czerwonego przycisku na zegarku :) Zakres przydzielonego czasu można ustawić jak się żywnie podoba - od kilku minut, po kilka godzin (kilka godzin to chyba jedynie na psoty:)

Zabawa przez naukę przednia! Dziecko uczy się systematyczności, rozumienia pojęcia czasu, a także obowiązkowości. Rewelacyjna sprawa!
I co najważniejsze, wykonuje polecenia bez krzty protestu - przecież to On sam zatwierdza wykonanie zadania! ;)

Obejrzyjcie filmik klikając w zdjęcie:


Antoś zegarkiem zachwycony. Muszę takie same kupić reszcie :)




Budzik 5w1 do kupienia: TU
Zegarek z klepsydrą do kupienia: TU