niedziela, 20 lipca 2014

para buch!


Dzień powitał nas upałem.
I dobrze. Lato w końcu.
Napuściliśmy wody do basenu, wypuściliśmy dzieci.
Po chwili dom wyglądał jak szlak turystyczny - wszędzie, od salonu po łazienkę, ślady małych stópek.
Mokrych stópek.
Nie zliczę ile to razy łapałam, w locie przewracające się, prawie nagie ciałka.
Nie zliczę też, ile razy serce podchodziło mi do gardła, gdy łutem szczęścia w nieszczęściu, swoje odziane ciało, przywracałam do równowagi, gubiąc ją uprzednio na stópkowym, mokrym śladzie.
Uroki bycia matką. Jak nie na klocku orła wywiniesz, to na czymś mokrym masz szansę ślizgiem pojeździć.
Zero nudy.

Jako, że w domu temperatura osiągnęła niebezpiecznie wysoki pułap, stwierdziłam, że.....ugotuję podwójnie.
Tak sobie mądrze wymyśliłam, bo przecież jakoś kolor włosów wytłumaczyć trzeba ;)
Zachciało nam się (baaaardzo zachciało) burrito, a że lubimy ostre pieruńsko, rad nie rad, trzeba było nastawić drugi obiad dla dzieci. I tak w pewnym momencie, kuchnia grzała na wszystkie możliwe palniki, ja omdlewałam z gorąca, dzieci robiły ślady, przyprawy w nosie kręciły.
Gdy ogarnęłam upragnione burrito, apetyt spłynął, wraz z potem po tyłku.
Ale nie ma tego złego.
Kolacja była zacna.

Dzieciaki z wody wychodziły dziś tylko:
-siknąć
-napić się
-odmówić jedzenia ( drep, drep do kuchni: -mamusiu! ja na pewno nie zjem niczego, poza soczkiem)

z odmoczonymi łapkami, radosnymi pyszczkami, głowami pełnymi planów na jutro, zasnęły spokojnie...
być dzieckiem - fenomenalne.







środa, 9 lipca 2014

Dress You Up - bo miłość do wyjątkowych rzeczy, nie mija...



Jakiś czas temu, moje Szczęścia wystąpiły w roli modeli, do sesji dla Dress You Up
O tej firmie pisałam już TU. Ci co śledzą blog, wiedzą, że jest to jedna z naszych ulubionych firm odzieżowych. Ja sama wzbogaciłam się o kilka ubrań z Ich linii, i są to najczęściej noszone przeze mnie ciuchy ostatnich miesięcy. Teraz wiem, jak wygodnie można się nosić i nie dziwię się dzieciom, że tak chętnie wskakują w dressowskie ubranka.
Uwielbiam, gdy ubranie jest nie tylko ładne, ale również wygodne.
Do tego świetna jakość - ubranka po Neli z zeszłego sezonu, nosi dziś Gaja, a alladyny po Franiu, pięknie żółcą się i fioletowią na tyłeczku Neli :) Kompletnie po nich nie widać, że służą kolejny sezon - to lubię!

Ja w swoje sukienki wrosłam. Wystarczy zmienić baleriny, na szpilki, i z codziennego stroju, wyczarowujemy wizytowy. Super! Uwielbiam taką funkcjonalność.

Na sesji mogłam dotknąć wszelkich nowości. Ubrania na żywo tylko zyskują. To, w czym wystąpiły moje dzieci, absolutnie w Ich szafach znaleźć się musi. Jestem totalnie zauroczona dwustronnymi płaszczykami, kompletami o wdzięcznej nazwie "lody sorbetowe" :), kolekcją Star, oraz letnimi t-shirtami, są też przecudne sukienki -można zamówić córeczce i sobie identyczną :)) Nie sposób wszystkich cudności wymienić. I równie ciężko ograniczyć się w zakupach ;)
Większość ubranek to unisex - jako wielomama, starsznie to sobie cenię.

Zresztą, co Wam będę opowiadać. Zajrzyjcie sami : Dress You Up






















i jedna z moich ulubionych sukienek



poniedziałek, 7 lipca 2014

szukam kardiologa




Kochani, potrzebuję namiary na bardzo dobrego kardiologa (dla dorosłych), może jakiegoś profesora?
Jeśli ktoś z Was, zna takowego (mile widziane woj. łódzkie), bardzo proszę, podzielcie się namiarami.

niedziela, 6 lipca 2014

szalejemy!



Pogoda rozpieszcza.
Dzieciaki od samiutkiego ranka na dworze. Oczywiście pomimo upału, hulajnogi i rowerki w ruchu.
Zjeżdżają tylko częściej, by schłodzić się w rozstawionym, ku uciesze basenie.
I tak w kółko.
Gdybym nie przypominała, jeść by nie musieli. Wystarczy bidon picia.
Duuuży bidon.

To lecimy dalej.
Pogody i uśmiechu, dla Was!

Korzystajcie z pogody!




video





sobota, 5 lipca 2014

Uwaga, Śledzie! Aniela jedzie!


Od miesiąca, moje dwuipóletnie dziecko jest rowerzyst(k)ą!
Nie ma dnia, byśmy na rowerek nie wyszły.
Zasady opanowała w mig. Już pierwszego dnia, po kilku upadkach (kompletnie nie groźnych), bo przecież po co stopniowo i powoli? :), paruset metrach, kilku przyśpiewkach i paru zaklęciach (tak, tak Anielka to śpiewająca czarodziejka;), śmigała, aż miło!
Ciężko było komukolwiek uwierzyć, że Ona dopiero przygodę z biegówką zaczyna.
Poniższy filmik, to właśnie zapis pierwszego dnia jazdy (w obecną pogodę, nie ubieram Jej tak ciepło;). Nie pytajcie co Ona wyczynia z rowerkiem dzisiaj, po miesiącu treningów.
Równowagę trzyma tak, że dorównuje Franiowi (który notabene, biegówkę podkrada;).
Pędzi na złamanie karku, wydając z siebie serię okrzyków : " łiiiiii, łiiiii, łiiiiii...."
Szaleńcza Dziewczyna!
Odważna i bardzo sprytna.
I fajnie! ;)

Teraz troszkę o rowerku, a ściślej o jego zaletach:

- przede wszystkim jest lekki!
To dla mnie mega zaleta, bo mieszkamy, gdzie mieszkamy i często go niosę po piaszczystej drodze, która troszkę się ciagnie, nim dobrniemy do asfaltu. Bez problemu jedną ręką pcham wózek z Gają, a w drugiej dzierżę rowerek. Nic wysiłku mnie to nie kosztuje. Często Nela sama go niesie, więc to musi świadczyć o jego małej wadze. Rowerek waży 3 kg.
-wyprofilowana rama, która nie przeszkadza dziecku we wsiadaniu (widziałam biegówki, gdzie za wysoka rama stanowiła nie lada problem)
-regulowana wysokość kierownicy
-pompowane koła z osłonkami
-regulowana wysokość siodełka
-tylny ręczny hamulec

Rowerek biegowy, idealnie wprowadzi dziecko, w świat jazdy na rowerze. Widzę jak szybko Nela złapała równowagę. Teraz rozumiem te wszystkie zachwyty, nad łatwością przejścia na późniejsze dwa kółka. Dziecko nauczyło się balansowania, boczne kółka nie odebrały Mu tej umiejetności. Że też ja wcześniej nie pomyślałam o biegówkach dla chłopców. Zapewne o wiele szybciej przesiedliby się na rowerki bez wspomagaczy.

Wiecie o tym, że dowiedzieno, iż symetryczne, naprzemienne ruchy nóżek, które dziecko wykonuje na rowerku biegowym, oraz równowaga, którą stara się utrzymać, unosząc nóżki w powietrzu, pozytywnie wpływają na synchronizację półkul mózgowych? a to z kolei wspomaga nauczanie i korygowanie dysfunkcji rozwojowych, oraz zapobiega wielu problemom intelektualnym i emocjonalnym.

Dziecko, które używa rowerka biegowego jest w ruchu. A dobrze wiemy, jak ruch jest potrzebny. Tu ma go i maluch i ganiający za nim rodzic. Gwarantuję, że dziecko nie raz pryśnie Wam sprzed nosa :)

Podsumowując: jesteśmy bardzo zadowoleni z rowerka WeeRide.

Jeśli szukacie fajnej biegówki, naprawdę polecamy. Zobaczcie poniższy filmik. To pierwszy dzień, w którym Anielka usiadła na rowerku. Już wtedy czuła się na nim dobrze. Oj ciężko, Ją było przekonać, że na pierwszy raz wystarczy. Śmigała do wieczora :)


Rowerek : TU


( artykuł powstał w ramach współpracy z marką WeeRide. Dziękujemy za propozycję).





Anielka i Jej Rowerek WeeRide
-dzień pierwszy :)

video




czwartek, 3 lipca 2014

Dziecko jest chodzącym cudem. Jedynym, wyjątkowym i niezastąpionym.




Dziś bez zbędnych słów.
Moja dwuipółletnia Córeczka.
Taka Mała Dziewczynka -Takie Wielkie Spełnienie.




































środa, 2 lipca 2014

okoliczne smaczki



Spacerujemy.
Jak to najczęściej bywa, obieramy kierunek dom - zalew, bo spacerownik szeroki i leśne, rześkie powietrze.
O tej porze, oprócz napotykanej zwierzyny i akompaniamentu przeróżnej urody ptactwa, napotykamy małe lub większe wycieczki, pary idące pod rękę, przyjezdne rodziny. Śpiew ptaków schodzi na plan drugi, wszędzie słychać rozmowy, śmiech, głosy....wakacje się zaczęły.
Nie ma spaceru, który kończyłby się w identycznym składzie, w jakim się zaczął.
Zazwyczaj wracamy w towarzystwie innego wracającego, słuchamy komplementów pod adresem dzieci, a także miejsca zamieszkania, oraz wysłuchujemy w sumie bardzo podobnych opowieści : "że my tu od kilkunastu lat przyjeżdżamy, co się zmieniło, jak się zmieniło i dlaczego turystyka w tym regionie tak podupadła". 
Czy podupadła, nie wiem. Mieszkam tu stosunkowo od niedawna, a na wakacje obierałam inne kierunki. Jak dla mnie, turystyki tu po prostu nie ma. Owszem, jest zalew, ba! jest nawet plaża (zdziczała, ale jest), są przepiękne miejsca spacerowe, ale turystyka?

Turystów czasem widzę, ale zwykle są to:
1. rodziny z małymi dziećmi, wypuszczający się na rowery (bo tu tak spokojnie)
2.emeryci (powód ten sam)
3.goście hotelu, który mieści się w klasztorze (w końcu to jeden z największych zabytków w Europie, w tej klasie - gości więc bez liku).

Prawdziwa turystyka (plażing, rowery wodne, budki z lodami, dyskoteki itp), to jednak trzeba od drugiej strony Zalewu podjechać...a to już inna miejscowość, prze państwa.
Ponoć kiedyś i tu takie atrakcje bywały, ale się skończyły. Ja nie narzekam, ba! ja nawet się raduję, bo mam nieograniczone pole spacerowe, dzieciaki nie ciągną mnie na spacer, wyłącznie z powodu lodów i badziewia tańczącego za pieniążek. Mam spokój (powiedziała matka pięciorga), czyste powietrze i możliwość bajania z przyjezdnymi o tym, jak to kiedyś tutaj było.

A wczoraj, taka przyjezdna pani, wyznała mi, że żałuje jedynie, że ma traumę przed wejściem do wody. Bo przez tą niedogodność, (którą ma od kilunastu lat), wiele z urlopu traci...

-ach! rozumiem panią! ja też mam traumę i również kąpieliska omijam (przyznałam jak na spowiedzi)

-taaak? ożywiła się rozmówczyni. Ja mam traumę wysokiej fali. Wie pani, kiedyś mnie taka przykryła i za boga nie wejdę do wody! To trwa już jakieś 15 lat!

poczułam się zobowiązana:

- ja mam traumę cięższego kalibru. Trwa jakieś trzy lata. Nazwałam ją traumą kostiumową. Sama pani przyzna, że ładniej brzmi, niż trauma tłustej dupy.

przyznała i zarechotała siarczyście :)


-dupa zawsze się obroni.




zdjęcia z netu: